Co zmieniłabym w swoim mieszkaniu, gdybym urządzała je raz jeszcze? Gdybym miała do dyspozycji nieograniczoną ilość środków finansowych to na pewno wszystko (no, może poza kilkoma rzeczami ;)). Co jednak z perspektywy czasu zrobiłabym inaczej, mając dokładnie taką samą sytuację jak półtora roku temu?

 

nie odkładałabym niczego „na później”

W przypadku mieszkania „na później” okazuje się „na nigdy” albo „na dużo później”. W naszym M3 mieszkamy już (a może dopiero?) od 1,5 roku i do teraz fugi w przedpokoju na ścianie nie zostały wykończone a osłony na kaloryfery nie zostały zakupione. Zabudowanej szafy w sypialni też do teraz się nie doczekaliśmy. A wszystko mieliśmy zrobić „później”. O ile w przypadku tego typu drobnostek kwestia dotyczy głównie braku czasu żeby się tym zająć (a także tego, że brak tych rzeczy nijak nie wpływa na komfort naszego życia – poza szafą ale i tego na co dzień nie odczuwamy :)), o tyle są również inne rzeczy, które można wrzucić do worka „na nigdy”.

Bardzo lubię kuchnie otwarte na salon. W przypadku takiego rozkładu ilu zwolenników, tylu przeciwników ale taki układ bardzo pasuje do naszego stylu życia. Naprawdę mało czasu spędzamy razem w domu i staramy się wykorzystywać każdą taką chwilę, dlatego nie lubię podziału pomiędzy kuchnią, salonem i jadalnią. Dlaczego od razu nie otwarliśmy kuchni na salon? Bo nasz budżet nie obejmował pięknej zabudowy kuchennej i stwierdziliśmy, że wymieniając za jakiś czas kuchnię, dopiero wtedy otworzymy ją na salon. Podobnie sprawa ma się z wydzieleniem dodatkowego pomieszczenia – otwierając kuchnię na salon strefa ta posiadałaby aż 3 okna, w tym jedno balkonowe. Małą wnękę w salonie planowaliśmy zabudować już w momencie gdy zakupiliśmy mieszkanie. Miał tam powstać mały pokoik, w którym moglibyśmy zaaranżować gabinet do pracy. Niestety, skoro nie było otwartej kuchni to nie wydzielaliśmy dodatkowego pomieszczenia, aby nie zmniejszać powierzchni salonu i nie generować niepotrzebnych na dany moment kosztów – jak bardzo żałuję tej decyzji wiedzą tylko Ci, którzy dużo pracują w domu…

Obecnie chcąc wyburzyć ścianę pomiędzy kuchnią i salonem, zmienić układ drzwi, wykonać zabudowę kuchenną i wydzielić dodatkowe pomieszczenie a do tego odremontować zniszczenia powstałe przy tym remoncie (w świeżo wyremontowanym mieszkaniu) to okazuje się, że przy aktualnych cenach nieruchomości, koszta tych prac mogłyby być równomierne do zmiany mieszkania na większe…

 

urządziłabym mieszkanie „dla siebie”

Jakkolwiek głupio to brzmi, bo przecież mieszkanie zawsze urządza się „dla siebie”. Niestety, tak tylko się wszystkim wydaje… Kupujemy duże narożniki (w dodatku koniecznie ze schowkiem na pościel) bo przecież sporo miejsca do siedzenia przydaje się zawsze gdy zjedzie się rodzinka. Podobnie sprawa wygląda w przypadku zakupu dużego stołu – przecież wszyscy muszą się pomieścić (i co z tego, że spotkania w liczniejszym gronie odbywają się zaledwie kilka razy w roku…). Wszystko koniecznie musi być zrobione „na lata”, bo nie wiadomo kiedy kolejny remont (tymczasem w naszym przypadku remonty i przemeblowania to etap bardziej trwały niż najlepszy makijaż permanentny :)). Nie wiedzieć czemu, ja też dałam się wciągnąć w wir tego głupiego myślenia…

Gdybym miała urządzać mieszkanie raz jeszcze to zrobiłabym wszystko patrząc wyłącznie na nas. To w końcu my mieszkamy tu przez cały rok więc jaki jest sens urządzania mieszkania z myślą o innych? Mieszkanie powinno być dostosowane do tego, jak żyjemy tu i teraz, a nie z myślą o tym co będzie kiedyś – w przyszłości też będzie czas na zmiany, a mieszkanie powinno stanowić element dopasowany  do naszego życia i zmieniać się wraz z nim a nie być przygotowane na tysiąc ewentualności, bo większość z nich może nigdy nie nastąpić.

 

fot. Magdalena Widenka