Mam wrażenie, że ostatnio zapadł istny szał na mieszkania w kamienicy. W poście przedstawiającym różne alternatywy zakupu mieszkania, w komentarzach zdecydowana większość zadeklarowała, że stojąc przed zakupem własnego, wybrałaby to w kamienicy. Nic dziwnego – obraz przedstawiający mieszkanie w kamienicy jako istną sielankę może rozbudzić wyobraźnię.

 

JAK WYGLĄDA RZECZYWISTOŚĆ?

Niestety nie zawsze jest tak kolorowo jak na zdjęciach. W ostatnim poście podkreślałam, że sama mam sentyment do mieszkań w kamienicy. W jednym się wychowałam, a drugie było moim pierwszym wynajętym mieszkaniem.
Pora, aby przedstawić minusy mieszkania w kamienicy, o których tak rzadko się mówi:
duże okna, które dają tak wiele światła i optycznie powiększają przestrzeń, mają również sporo wad: to one generuję znaczne straty ciepła (w przypadku gdy są stare), wymiana na nowe jest niezwykle kosztowna, a do tego są problematyczne podczas mycia;
straty ciepła spowodowane są nie tylko ogromnymi oknami, ale również wysokimi pomieszczeniami i bardzo często nieocieplonymi ścianami;
– z powodu nieocieplonych ścian walka z grzybami na ścianie to standard;
ogrzewanie mieszkania w kamienicy jest bardzo drogie – bardzo często trzeba je ogrzewać za pomocą elektryki (wtedy rachunki za energię są ogromne!) lub samemu dbać o opał (wtedy po pracy wraca się do zimnego mieszkania);
– niestandardowy rozkład pomieszczeń to oczywiście czynnik, który decyduje o niepowtarzalności mieszkania, jednak zarazem sprawia, że czasem układ ten jest absurdalny (np. u rodziców są dwa ogromne pokoje, których nijak nie można rozdzielić gdyż na środku znajdują się okna, a łazienka jest tak mikroskopijna, że można dosłownie wejść i wyjść. Z kolei na wynajmowanym mieszkaniu mieliśmy ogromną kuchnię, której powierzchnia była niewykorzystana, a przedpokój mieścił się na powierzchni mniejszej niż metr kwadratowy!);
– stare budownictwo niesie za sobą problem jakim są słabe ściany. Na wynajmowanym mieszkaniu wieszanie szafek kuchennych zakończyło się rekonstrukcją całej ściany, a w późniejszym czasie okap spadł zupełnie niespodziewanie (o powieszeniu telewizora można było zapomnieć!);
– urokliwe klatki schodowe pięknie prezentują się na zdjęciach, jednak cieszę się, że wchodzenie na trzecie piętro (miałam wrażenie, że wchodzę na szóste!) po bardzo stromych schodach mam już za sobą;
stare instalacje to problem wielu mieszkańców kamienic. W wynajmowanym mieszkaniu stale był problem z kanalizacją, która wybijała przynajmniej raz w tygodniu. Na trzecim piętrze przeszkadzał nam nieprzyjemny zapach, który witał nas po wejściu do domu, ale wolę nie wiedzieć jak sprawa wyglądała na parterze;
– w kamienicy zazwyczaj znajduje się tylko kilka mieszkań, bardzo często zdarza się, że zamieszkują w nich starsze osoby (a wśród nich co najmniej trzech wodzirejów uważających się za dozorców nieruchomości) – ja osobiście nie lubię gdy wszyscy żyją moim życiem, lepiej czuję się gdy jestem chociaż odrobinę anonimowa.

Nie daj się zwieść pięknym fotografiom
przedstawiającym skandynawskie kamienice. Sama jestem nimi zafascynowana – równie mocno jak tymi nowojorskimi. Jednak pamiętaj, że to co wielu blogerów określa jako „proste i tanie rozwiązanie” podczas interpretacji zdjęć, może okazać się bardzo kosztowne. Np. zawieszone półki mające stanowić garderobę, niekoniecznie były łatwe do zamontowania. Bardziej prawdopodobne jest to, że wstępem do ich powieszenia było wzmocnienie ściany, a całość mogła być bardziej kosztowna niż wykonanie standardowej, zabudowanej szafy.

 

 

Jeżeli nadal uważasz, że mieszkanie w kamienicy jest celem do którego dążysz, postaraj się najpierw wynająć takie mieszkanie, aby poznać wszystkie plusy i minusy tej opcji. Więcej pisałam o tym tutaj. Gdybym wzięła kredyt na mieszkanie w kamienicy, po czym okazałoby się, że na mieszkaniu o stumetrowej powierzchni nie jestem w stanie zaprojektować dużej łazienki lub pieniądze przeznaczone na zakup mebli „popłynęłyby” już w fazie remontu na odbudowę ścian, a po wprowadzeniu średnio raz w tygodniu czułabym zapach kanalizacji, byłabym bardzo rozczarowana…