„Wzięliście kredyt – teraz macie nóż na gardle, sznur na szyi.” tak już jest, że rozmawiając o kredycie hipotecznym, temat zawsze schodzi na szyję. Szczerze nienawidzę tych porównań! O ile staram się usprawiedliwiać pokolenie „X” i „Y” (chociaż mogliby się już ogarnąć!), o tyle nie rozumiem szerzenia tych herezji przez pokolenie „Z”. To całe przeliczanie wysokości odsetek jakie ostatecznie przyjdzie nam zapłacić po zakończeniu spłaty jest śmieszne – wolę spłacać odsetki niż ciułać na własne mieszkanie, które kupiłabym sobie na okrągłe, pięćdziesiąte urodziny.

 

Na blogu pojawiało się sporo postów dotyczących kredytów hipotecznych. Stworzyłam nawet serię „ŻYCIE NA KREDYCIE„, którą polubiliście. Jak widać, temat ten nadal jest na czasie, bo stale trafiacie na mojego bloga wpisując w wyszukiwarkę słowa „kredyt”, „kredyt hipoteczny”, „jak wygląda życie z kredytem” albo „czy warto wziąć kredyt hipoteczny”. Piszecie maile w tej sprawie (co bardzo mnie cieszy) a znajomi również stale zadają podobne pytania więc postanowiłam w jednym poście odpowiedzieć na wszystkie te, które powtarzają się najczęściej. 🙂

 

1. Czy nie bałam się wziąć kredytu hipotecznego?

Nie – tutaj odsyłam do posta, w którym opisywałam zasady, których należy przestrzegać, aby życie na kredycie było łatwe i przyjemne. Dokładnie przekalkulowaliśmy nasze możliwości, jednak nie wzięliśmy kredytu na pełną kwotę, jaką oferował nam bank. Założyliśmy, że mogą nastać gorsze czasy lub mogą zaistnieć inne potrzeby, na które będą potrzebne fundusze więc zaniżyliśmy wysokość raty. Nie kupiliśmy willi z basenem, ani nawet ogromnego mieszkania. Kupiliśmy to, na co możemy sobie pozwolić i co spełnia nasze wymagania.

2. Czy po raz kolejny wzięłabym kredyt?

Tak! Naprawdę uważam, że kredyt jest fajny (o ile brany jest rozsądnie) i w naszym przypadku to był jedyny sposób na  posiadanie własnych czterech kątów. Jeżeli miałabym coś zmienić, to byłabym mniej rozrzutna i postarałabym się zgromadzić więcej środków finansowych przed zakupem mieszkania. 😉

3. Czy nie boję się sytuacji, w której stracę pracę?

Sporo zainwestowaliśmy w ubezpieczenie, które chroni nas od tego typu sytuacji i uważam, że była to bardzo dobra inwestycja, która pozwala spać spokojnie. Ubezpieczenie gwarantuje nie tylko chwilowe zawieszenie spłaty rat kredytu, ale także pokrycie kosztów rachunków. Poza tym, mamy rodzinę na której z pewnością moglibyśmy polegać w tak dramatycznych sytuacjach. Ten argument zresztą zawsze mnie dziwi bo nie rozumiem jaka jest różnica pomiędzy byciem niewypłacalnym w stosunku do banku a w stosunku do osoby wynajmującej nieruchomość. Ja widzę tylko jedną różnicę – w takich przypadkach, w banku możliwe są negocjacje. Wynajmujący szybciej znajdzie kolejnych najemców, niż będzie fundował czynsz któryś miesiąc z rzędu. Do wszystkiego trzeba podejść racjonalnie. Nie jestem zwolenniczką brania kredytów ponad stan ale bez przesady – nie bądźcie KREDYTO-FOBAMI!

4. Dlaczego nie zdecydowałam się na wynajem?

W tym miejscu zostało mi wypomniane, że przecież nie uważam wynajmu za marnowanie pieniędzy więc dlaczego zachwalam życie z kredytem. Sprawa jest prosta – w moim mieście wynajem jest zupełnie nieopłacalny. Podam konkretny przykład: wynajmując kawalerkę (wyremontowaną i w pełni wyposażoną) o powierzchni 30 m2 opłaty + odstępne wynosiły nas łącznie ok. 1300 – 1400 zł miesięcznie. Obecnie, posiadając mieszkanie o metrażu 51 m2, tyle samo wydajemy na opłaty + ratę kredytu i jeszcze pozostaje na telewizję i internet. Gdybym mieszkała w większym mieście, w którym sytuacja ma się zupełnie odwrotnie a zarabiałabym niewiele, pewnie wolałabym wynajmować mieszkanie. Absurdalnie wysokie koszty zakupu domów i mieszkań w dużych miastach sprawiają, że raty kredytów są kolosalne. Może się okazać, że wynajmując mieszkanie można pozwolić sobie na większy metraż czy też wyższy standard mieszkania niż decydując się na zakup. W tym przypadku wybrałabym tańszą opcję (wynajem) a jednocześnie odkładałabym pieniądze z myślą o tym, że w przyszłości być może uda mi się zakupić moje wymarzone M.

5. Jak wyliczyć realną ratę, na którą mnie stać?

Rozsądnie jest przyjąć 70% kwoty podawanej przez doradców w banku. Dlaczego? Bank obliczając zdolność kredytową przyjmuje do wyliczeń tylko podstawowe koszty utrzymania, uznawane jako wydatki bieżące oraz raty kredytów i pożyczek. Doradca nie ma pojęcia, że opłacasz kurs językowy albo że chorujesz i co miesiąc wydajesz w aptece spore sumy. Biorąc maksymalną kwotę przydzielonego kredytu, należy liczyć się z rezygnacją z niektórych przyjemności. Tutaj nie ma innego sposobu – trzeba po prostu skrupulatnie spisywać wszystkie wydatki i po kilku miesiącach z łatwością można będzie określić wysokość raty, na jaką można sobie pozwolić.

desk-notebook-office-grey-large

W przypadku kredytu hipotecznego, który ma ułatwiać życie a nie je utrudniać, nie ma drogi na skróty. Najlepiej jest zacząć od określenia wymagań dotyczących nieruchomości i zorientowanie się w cenach ofert sprzedaży i wynajmu na rynku nieruchomości oraz porównanie ich. Kolejnym krokiem powinna być wizyta w banku w celu określenia zdolności kredytowej.  Posiadając wszystkie niezbędne informacje najlepiej jest usiąść z kartką i długopisem i poświęcić wieczór na wyliczenia. Może się okazać, że trzeba będzie pójść na kompromisy i zdecydować się na mniejsze mieszkanie lub inną lokalizację, a może nawet przesunięcie decyzji o zakupie nieruchomości. Pytaliście także o kwestie programu MDM – na ten temat przygotuję osobny post. 🙂