Budzę się rano, za oknem pierwszy śnieg tego roku (a raczej jego zapowiedź ;)). Mąż biegnie do pracy, a ja parzę pyszną kawę i siadam do pracy. Rozglądam się po moim mieszkanku i uświadamiam sobie, że dokładnie rok temu podpisaliśmy akt notarialny i odebraliśmy klucze. Nasze pierwsze własne „M”, koniec z wynajmami. Teraz, gdy pracuję w domu, jeszcze bardziej doceniam te cztery kąty. Wprowadziliśmy się dokładnie 28 stycznia więc nie minął jeszcze nawet rok odkąd tutaj mieszkamy, a już szykują się zmiany. Etap remontu i urządzania nadal się nie zakończył i prawdę mówiąc nie wiem, czy w moim przypadku kiedykolwiek to nastąpi. 🙂

Nie wiem kiedy minął ten rok. To bardzo dziwne uczucie, bo z jednej strony mam wrażenie jakby od momentu zakupu minęły zaledwie dwa miesiące, a z drugiej strony czuję się, jakbym mieszkała tutaj od bardzo dawna.

W ciągu tego roku ani razu nie skorzystaliśmy z „wakacji kredytowych”, ani innych opcji stanowiących zabezpieczenie (mam nadzieję, że będzie tak w dalszym ciągu). I wiecie, życie na kredycie naprawdę nie jest takie straszne. 🙂 Do małej „porażki” zaliczam fakt, że w ciągu tego roku nie zrobiliśmy niczego, co odłożyliśmy „na później” – planując remont nie zostawiajcie ważnych dla Was zmian na bliżej nieokreśloną przyszłość, bo tak to już jest, że jak się nie zrobi czegoś w danym momencie, to później ciężko się za to zabrać.

Od samego początku dzieliłam się z Wami zmianami, jakie zachodziły w mieszkaniu i obiecuję, że będzie tak w dalszym ciągu. Na pierwszy ogień idzie remont kuchni, którego już nie mogę się doczekać!

PS. Tych, którzy trafili tutaj dopiero teraz zapraszam do zwiedzenia mojego mieszkania (po kliknięciu w zdjęcie zostaniecie przekierowani na wpisy z serii „before&after” każdego z pomieszczeń):

przedpokój 2

pomieszczenie gospodarcze 1

łazienka 2

kuchnia 1

sypialnia 3

beforeandafter1