30 sierpnia 2015 – dzisiaj kończy się moje 30-dniowe wyzwanie. Co prawda dzień nadal trwa ale jestem pewna, że nie skuszę się na nic słodkiego więc posta publikuję już teraz.

Przyznam się, że gdy stworzyłam wpis, w którym zadeklarowałam się podjąć wyzwanie, zastanawiałam się czy w ogóle powinnam go publikować. Obawiałam się, że już następnego dnia rozprawię się z pierwszą lepszą napotkaną czekoladą i cały mój plan zakończy się niepowodzeniem. Na szczęście w wyzwaniu wspierał mnie nie tylko mąż, ale także niektóre z czytelniczek. Wasze wiadomości na temat przystąpienia do wyzwania i relacje z jego przebiegu bardzo mnie motywowały! 🙂

Na półmetku opublikowałam kolejny wpis, w którym zrelacjonowałam pierwsze dwa tygodnie wyzwania. Jak było później? Wprowadziłam kolejne zasady: udało mi się regularnie biegać, ograniczyłam smażone potrawy i zaczęłam wypijać min. 1,5 l wody dziennie. Nie myślałam już maniakalnie o słodyczach a odmowa propozycji zjedzenia ciasta nie stanowiła żadnego problemu. Nie jedząc słodyczy czuję się o wiele lepiej i widzę, że moja cera również się odwdzięcza. Tak naprawdę nie jestem w stanie opisać Wam mojego samopoczucia. Tylko osoby, które również uwolniły się od cukru znają ten stan niespożytej energii i chęci do życia.

Jeżeli obserwujecie mnie na instagramie to wiecie, że 23 sierpnia obchodziłam pierwszą rocznicę ślubu. Stwierdziliśmy, że pal licho z wyzwaniem – rocznicę ma się raz w życiu. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do supermarketu żeby kupić pyszne pralinki, które świetnie komponują się ze schłodzonym winkiem. Stanęliśmy przed półkami uginającymi się od ciężaru słodyczy i… okazało się, że na nic nie mamy ochoty! Nie że dieta, nie że jakieś wyzwanie, które koniecznie trzeba zakończyć. Wiecie, normalnie podczas takich wydarzeń dogadzaliśmy sobie ciastami, torcikami i innymi słodkościami a tu nagle się okazuje, że jest nam to zupełnie niepotrzebne. Tym oto sposobem z dumą mogę stwierdzić, że 30-dniowe wyzwanie zostało zakończone powodzeniem. W ciągu 30 dni nie zjadłam ani grama słodyczy i nie wypiłam ani mililitra słodkiego, gazowanego napoju. WOW!

 

CO DALEJ?

WODA, WODA I JESZCZE RAZ WODA – nadal muszę się pilnować, żeby wypijać wspomniane 1,5 l wody dziennie. Staram się także wypijać na czczo szklankę wody z cytryną jednak teraz zadbam o to, aby było to stałym punktem dnia.

AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA – dopóki pogoda rozpieszcza nas takimi temperaturami, nie zamierzam zamykać się w domu i ćwiczyć z filmikami. Bieganie jest super i bardzo mnie odpręża – jest to czas tylko dla mnie. Zastanawiam się też nad powrotem na siłownię i fitness ale wszystko zależy od tego czy uda mi się zakończyć projekt nad którym pracuję dniami i nocami.

CHEAT DAY – w dalszym ciągu nie będę piła gazowanych napoi (tego w zasadzie w ogóle mi nie brakuje) i nie będę jadła słodyczy. Odstępstwem będzie „cheat day”, czyli oszukany dzień w diecie. Podczas tego dnia będę mogła jeść i pić wszystko, na co będę miała ochotę. Zasada jest jedna: tylko raz w tygodniu. Zaplanowałam, że mój cheat day będzie w soboty lub w niedziele. Z tego wynika, że pierwszy czeka mnie w najbliższą sobotę, a wtedy mój detoks będzie trwał równo 5 tygodni! Hm, muszę pomyśleć na co się zdecyduję!

 

Moje uzależnienie od słodyczy, chociaż niepozorne, było tak samo silne jak uzależnienie palaczy. Odstawienie cukru było prawdziwą męką – niekończące się bóle głowy, stan ciągłego rozdrażnienia i trzęsące się dłonie. Na szczęście najgorsze już za mną a teraz z dnia na dzień jest coraz łatwiej.

road-dawn-mountains-sky-large

Jeżeli także masz problem ze zbyt dużą ilością zjadanych słodyczy lub po prostu masz potrzebę pozbycia się kilku kilogramów to szybko drukuj tabelkę! Nie gwarantuję, że schudniesz 7 kg w dwa tygodnie ale gwarantuję, że zyskasz świetne samopoczucie, a przecież to jest najważniejsze.